Koniec prasy drukowanej? Nie tak prędko, panowie!

Papier tylko dla staruszków? (Fot. Flickr/vivekn/Lic. CC by)

Papier tylko dla staruszków? (Fot. Flickr/vivekn/Lic. CC by)

Podczas forum ekonomicznego w Krynicy ważni ludzie zachłystywali się poglądem, że papier ginie. Ciekawy artykuł na ten temat można również znaleźć na Antywebie. Pytanie tylko, czy autorzy tych poglądów nie starają się nieco przyspieszyć rzeczywistości.

Prasa drukowana umiera i już się nie podniesie – taki pogląd słyszymy od dobrych kilku lat. I faktycznie, wiele gazet upada, niektóre przechodzą całkiem do Internetu, inne próbują dorabiać na płatnym kontencie w Sieci.

Tablet zamiast płachty papieru?

W Krynicy nowy pogląd z lubością głosili ci, którzy coś z tego mają czy raczej bardzo chcą mieć – np. szef „Przekroju” Grzegorz Hajdarowicz czy Zygmunt Solorz-Żak. Ten drugi – co referuje „Rzeczpospolita” – wierzy w tablety i aplikacje, które zastąpią wszystko. Nawet gazety. Za „Rzepą”:

Mamy koncepcję, aby ci, co chcą robić biznes, robili aplikacje. A te aplikacje będą przez nas oferowane klientom na tabletach, smartfonach i innych nośnikach. Taką aplikacją może być dostęp do gazety.

Podczas jednego z paneli szef Cyfrowego Polsatu nie wykluczył, że opłata za e-gazety mogłaby być dołączana do abonamentu za Internet. Papierowa prasa jego zdaniem prędzej czy później całkiem zniknie.

Nowa strona główna Onetu. Co się zmieniło?

Rewolucja? Podobnie myśli Grzegorz Hajdarowicz, który postawił paywall między czytelnikami a witryną „Przekroju” – i najwyraźniej tego nie żałuje. Bo gazeta to dla niego coś jak dorożka albo stara płyta:

Nie czytam gazet w papierze, wydaje mi się, że to oldschoolowa wersja. Nie mam też na to czasu. Miło jest ją [płytę gramofonową – MW] mieć i posłuchać starych dobrych trzasków, tylko kto ma gramofon?

Szef „Przekroju” uważa, że do 2015 roku w Polsce będzie 12 mln użytkowników tabletów (sic!). Będziemy zupełnie innym krajem. A jego gazeta zapewne będzie niepodzielnie królować?

Schyłek prasy drukowanej? Tak, ale…

Artykuł, którego autor nieco bardziej (choć wciąż nie do końca) trzyma się ziemi, znalazłem na Antywebie. Ów autor to Adrian Drózd, który zaznacza, że wcześniej napisał „biznesplan mojego projektu związanego z e-prasą”.

Jego zdaniem tradycyjna prasa znajduje się w schyłkowej fazie, ma poważne problemy ekonomiczne i gorączkowo szuka źródeł finansowania. To w dużej mierze prawda, choć nie dotyczy wszystkich.

W Stanach Zjednoczonych wciąż mają się dobrze szacowne dzienniki, takie jak „The New York Times” (który na papierze notuje lekkie spadki i w związku z tym od niedawna każe płacić za treści w Sieci – ale nie wszystkie), gazety specjalistyczne, jak „The Wall Street Journal”, czy znakomite magazyny z dłuższymi artykułami, jak „The New Yorker”.

W Polsce wykształcił się zupełnie inny model. Najlepiej sprzedaje się to, co z rzetelną informacją ani dobrą publicystyką nie ma wiele wspólnego – i skierowane jest do czytelników, którym nowe technologie są po prostu obce.

Nie wierzycie, to spójrzcie, jak ma się „Fakt”. Spójrzcie, jakim cudem wydawniczym okazało się „Uważam Rze”. Spójrzcie, jak rzucili się na dziennik „Gazety Polskiej” (120-150 tys. sprzedanych egzemplarzy pierwszego dnia!). A wiecie, jak sprzedają się kolorowe magazyny?

Windows 8 startuje w 2 sekundy. Ciekawy pokaz możliwości funkcji Hybrid Boot [wideo]

To nie jest żaden schyłek, to jest rozkwit – przynajmniej pewnej części rynku. Faktem jest, że dobra passa nie przychodzi wydawcom bez wysiłku, tak jak kiedyś. Trzeba pomyśleć, czego chcą czytelnicy i im to dać. Amerykanie chcą rzetelnych artykułów na poważne tematy, w Polsce rządzi czytelnik mniej wykształcony, który żąda skrojonej na miarę publicystyki i takich newsów.

Tak czy siak o schyłku bym nie mówił. Mówiłbym raczej o przemianach, które wymagają przewartościowania sposobu myślenia i dostosowania się do potrzeb klienta.

Komu udało się do tej pory? Nikomu!

Spójrzmy teraz, komu z wizjonerów przyszłości już się udało. Wciąż pojawia się tutaj nazwisko Ruperta Murdocha, szefa News Corp., który uparcie wieszczy całkowity upadek papieru za najdalej kilkanaście lat.

On jako pierwszy wprowadził opłaty za korzystanie z artykułów w Sieci – i czytelnicy udowodnili, że mocno się pospieszył. Długo śmiano się z niego, że ma 5 tys. subskrybentów. Ta liczba była przez niego kwestionowana, ale nigdy nie podał innej. Wiadomo również, że tylko 2% użytkowników kupiło abonament na „The Timesa” w Sieci.

Podobnie Hajdarowicz – niedługo po ruszeniu z płatnym „Przekrojem” w Sieci chwalił się, że ma już kilka tysięcy czytelników. Kilka tysięcy! Tyle osób zagląda na stronę tygodnika, który w wersji papierowej ma się kiepsko, ale wciąż czyta go kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak dziś wyglądają zyski „Przekroju” z paywalla, wolę nie pytać.

Zobacz, jak zmienił się Internet od 1996 roku

Autor tekstu na Antywebie cieszy się, że już w 2008 roku w Polsce sprzedawano 270 tys. e-gazet miesięcznie – i liczba ta rośnie. Nie podał, jak bardzo rośnie, ale domyślam się, że szału nie ma. 270 tys. papierowych egzemplarzy – tyle „Gazeta Wyborcza” sprzedaje dziennie. „Fakt” sprzedaje znacznie więcej.

Wizjonerzy przesadzają więc mocno z zachwytami. Większość z nich to zresztą (niemal jak w przypadku ery post-PC, o której wczoraj pisał Łukasz) osoby, które mają interes w rozwoju płatnych treści w Internecie i w związku z tym gorączkowo starają się przyspieszyć coś, co może się dokona w przyszłości, a może nie.

Tymczasem tak jak samoloty nie zastąpiły pociągów, tak samo Internet może nie zastąpić papieru. Nie spieszmy się więc stawiać pomników wizjonerom i czytajmy to, co lubimy, tam, gdzie lubimy. Zwłaszcza, że cyfrowa rewolucja może przybyć z nieoczekiwanego kierunku. A póki co warto poszukać sposobów pokojowego współistnienia.

Z pewnością są treści, na których da się zarabiać w Sieci. Są to na przykład wyspecjalizowane informacje gospodarcze czy dotyczące jakiejś konkretnej branży. Na zwykłych newsach i mądrościach smażonych przez wszelkiej maści publicystów szybko nikt w Sieci nie zarobi, bo można znaleźć tego całe mnóstwo za darmo. I to przyzwoitej jakości.

Regulamin komentowania

  • Anonim

    Ciekawy artykuł.
    Wychodzi na to, że stereotyp głupiego Amerykanina mija się z prawdą.
    Tak właściwie, to czemu by nie zrezygnować ze zwykłego papieru? Przecież do tego jest konieczna wycinka drzew, a to dobre dla środowiska na pewno nie jest.

  • Santelian

    Brawo. Nareszcie ktoś podszedł do tematu ze spokojem i zdrowym rozsądkiem. Te wieszczące rychły upadek prasy mrzonki napaleńców mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością, jak pusta paplanina Jobsa o erze post-PC w sytuacji kiedy jego komputerów jest wielokrotnie mniej nić pecetów i raczej nikt rozsądny nie leci do sklepu po Maca. Prasa zresztą zmienia się przez cały czas (wystarczy wziąć którąkolwiek gazetę sprzed lat i aktualny numer tego samego tytułu). W międzyczasie przychodzili tacy srodzy niszczyciele prasy jak radio, telewizja… Teatru kino ani telewizja nie wykończyły, po pojawieniu się samolotów, jak słusznie zauważa autor, pociągi mają się dobrze; to nie jest gra w nożyce, papier i kamień (czy jakoś tak), że zawsze ktoś kogoś musi puknąć.

  • hat

    Paradoksalnie, papier to najtrwalszy nośnik informacji, jaki kiedykolwiek wymyślono. Oczywiście nie mówię tutaj o gazetach, ale jeżeli chodzi o książki, to nie wyobrażam sobie, żeby istniały wyłącznie w postaci cyfrowej. Być może płyty DVD, Blu-Ray itp. są znacznie pojemniejsze, ale ich wytrzymałość w porównaniu z papierem jest po prostu śmieszna. Przejdź się do jakiejś zasobniejszej biblioteki, a bez problemu znajdziesz tam książki sprzed kilkudziesięciu lat. Czy płyty będą tak wytrzymałe? Nie wydaje mi się. Jeżeli chodzi o problem wycinki drzew, to trzeba wspomnieć, że nie jest to problemem dla państw odpowiedzialnych. W Polsce istnieje szereg przepisów, które trzeba przyznać dobrze działają, bo z drzew korzystamy jak wszyscy inni, ale też i sadzimy sporo nowych. Krótko mówiąc, można tak jak Wielka Brytania, która w nieodpowiedzialny i idiotyczny sposób wykończyła swoje lasy, a można tak jak w Polsce, w której co prawda rzadko co się udaje, ale stan lasów nie jest problemem.

  • Guest

    Płyty CD,DVD i BD niszczą się po kilku latach leżenia na półce. Sam już od jakiegoś czasu zrezygnowałem z trzymania zdjęć na płytach na rzecz dysków twardych i serwisów online.

  • Moj

    Myślę, że to nie są pobożne życzenia. W sytuacji w której co trzeci Polak miałby tablet ilość sprzedawanych gazet papierowych gwałtownie by zmalała i pozycję gazet mogłoby uratować tylko elektroniczne wydanie. Sęk w tym, że bez gwałtownego spadku cen tabletów na tym polu nie grozi nam rewolucja. Tymczasem gdy pojawia się informacja o nowym „rewolucyjnym” tablecie to jego cena jest zawsze wyższa. Na zmiany będzie jeszcze trzeba poczekać znacznie dłużej.

  • Droocik

    Tablet w każdym domu? Dobre sobie. Jak taki wielkości A4, cienki, wytrzymały (po upadku ze stołu nie roztrzaska się na milion kawałków, odporny na wodę, słońce, kurz), z wytrzymałą baterią i kosztem zakupu max 50 zł, to powiem – tak, papier umarł. Ale to szybko nie nadejdzie.
    Patrzcie, pecety mamy od 30 lat, do cholery, powinny kosztować te 50 od sztuki i co? I nic…
    Tak samo książka ma się dobrze i będzie się miała całkiem dobrze na najbliższe kilkanaście lat, jak nie dłużej. Książce papierowej nie straszny kurz, nie straszna woda, można ją rzucić o ścianę, bateria się nie wyczerpie w momencie, jak mamy się dowiedzieć, kto zabił; Na plaży nie drżymy, że piasek zniszczy nam urządzenie itd. itp.
    Te wszystkie e-booki, tablety nie zastąpią i nie wyprą tradycyjny papier, a jedynie stanowią dodatkowy sposób dystrybucji treści.

  • Adam Maciejewski

    Cytat:
    „Podobnie Hajdarowicz – niedługo po ruszeniu z płatnym „Przekrojem” w Sieci chwalił się, że ma już kilka tysięcy czytelników. Kilka tysięcy!”
    A kiedy dokładnie p. Hajdarowicz podawał takie wyniki (i tak bardzo skromne)?
    Gdyż ‘wróbelki ćwierkały’, że w okresie maj-czerwiec br. to subskrybentów na płatny, on-line’owy Przekrój było 900 (dziewięciuset). Bardzo daleko do tych 120 tys, czy 12 mln tabletów.

  • Adam Maciejewski

    Cytat:
    „Podobnie Hajdarowicz – niedługo po ruszeniu z płatnym „Przekrojem” w Sieci chwalił się, że ma już kilka tysięcy czytelników. Kilka tysięcy!”
    A kiedy dokładnie p. Hajdarowicz podawał takie wyniki (i tak bardzo skromne)?
    Gdyż ‘wróbelki ćwierkały’, że w okresie maj-czerwiec br. to subskrybentów na płatny, on-line’owy Przekrój było 900 (dziewięciuset). Bardzo daleko do tych 120 tys, czy 12 mln tabletów.

  • Gość

    ” Najlepiej sprzedaje się to, co z rzetelną informacją ani dobrą publicystyką nie ma wiele wspólnego… Spójrzcie, jakim cudem wydawniczym okazało się „Uważam Rze”. Spójrzcie, jak rzucili się na dziennik „Gazety Polskiej””
    Taka negatywnie wartościująca propaganda oparta nie na argumentach tylko na epitetach nie pomniejsza autorów piszących do wymienionych tytułów – Karnowskiego, Sakiewicza, Semki, Wildsteina, Zaremby, Ziemkiewicza tylko ośmiesza jej autora Michała Wilmowskiego.
    To naprawdę zabawne patrzeć jak zajączek tarmosi niedźwiedzia.