Wraca pomysł rejestru stron zakazanych. Tym razem w imię walki z pornografią

Gogo (Fot. Flickr/tibchris/Lic. CC by)

Gogo (Fot. Flickr/tibchris/Lic. CC by)

Jak bumerang powraca pomysł blokowania stron internetowych. Tym razem pomysł dotyczy nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej. Do premiera Donalda Tuska trafił już list z protestem w tej sprawie.

Projektem dyrektywy dotyczącej blokowania stron ma się wkrótce zająć Rada Unii Europejskiej. Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon, która walczy m.in. z inwigilacją obywateli w Sieci, uważa, że mechanizm ten wprowadzi cenzurę w Sieci:

Jeśli pewne treści w Sieci są uznawane za nielegalne, powinny być trwale usuwane, a nie blokowane. Potwory przecież nie znikną, jeśli zamkniemy oczy.

W lutym tego roku polski rząd w gorączce afery hazardowej przygotowywał czarną listę stron internetowych – tzw. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Miały tam trafiać witryny, które mogły ułatwiać przestępstwa finansowe, a także serwisy pedofilskie i hazardowe.

Cały ciężar kontroli spadał na dostawców Internetu, którzy mieliby blokować strony pod groźbą kar finansowych. Blokować nie będą, bo projekt upadł po silnych protestach internautów. Premier mówił wtedy, że traktowanie tego pomysłu jak próby wprowadzenia cenzury to błąd:

Zakładanie, że intencją tej ustawy jest cenzura, to nadużycie. A na przestępstwa w Sieci nie może być większego przyzwolenia niż w realu.

W najbliższy piątek ma się odbyć posiedzenie Radu UE, na której ministrowie sprawiedliwości krajów członkowskich będą debatować m.in. o jednym z założeń dyrektywy – blokowaniu stron z dziecięcą pornografią. Szymielewicz widzi sprawę inaczej: „My nie negujemy walki z dziecięcą pornografią. Ale nie tędy droga”.

Największa wpadka w historii mBanku. Kto zawinił?

Dyrektywa zakłada, że blokowane będą tylko te strony, których organy ścigania nie będą w stanie usunąć. Przedstawicielki fundacji to jednak nie przekonuje:

Kto będzie chciał i tak znajdzie treści pornograficzne. Blokada nic tu nie pomoże. A jeśli stworzy się infrastrukturę do blokowania, to może być ona nadużywana i stosowana także w innych celach (…).

Przeciw wprowadzeniu dyrektywy jest również niemiecka Minister Sprawiedliwości, Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Uważa ona, że wprowadzenie blokad stron doprowadzi do spadku zaufania wśród internautów. W Polsce list do premiera podpisały takie organizacje, jak fundacja Kidprotect i Związek Pracodawców Branży Internetowej.

Jak myślicie, jak zagłosuje Polska na piątkowym posiedzeniu Rady UE?

Regulamin komentowania

  • dawid

    oho..zaczyna się……

  • ehhh

    gdyby nie pornografia to internet by był teraz taki jaki był z 10-12 lat temu

  • ehhh

    oczywiście nie mam na myśli pornografii dziecięcej bo za wszystko co związane z pedofilstwem powinno być krzesło elektryczne

  • Gylou

    Oni zapewne zagłosują za, takie strony jak antykomor.pl nie mają racji bytu w demokratycznym państwie PO , i trzeba by na niego znaleźć jakiś paragraf…

    Problem jest inny – jak umożliwi im się blokowanie stron z „dziecięcą pornografią” to łatwo będzie dopisać strony „zagrażające bezpieczeństwu UE” czyli praktycznie i dosłownie wszystko…

  • dawid

    możne nie tak ostro ale zgadzam się to akurat mogą kontrolować

  • Michał12

    dlaczego tak uważasz? jeśli dziecko jest w pełni świadome (a coraz młodsze są, media o tym trąbią!) i jeśli się kochają to powinno być…/ nie powinno mnie to interesować i kropka

  • kom

    Nasz przepełniony miłością dobry, mądry, pracowity i wysportowany Pan Premier oraz jego młodzi, wykształceni i wielkomiejscy Towarzysze Partyjni oprócz tego, że zrobią nam już tutaj niedługo drugą Irlandię to zwalczają równierz pedofilię. Logiczne więc, że każdy kto przeciwstawia się Panu Premierowi i Jego Towarzyszom Partyjnym to pedofil, którego należy zamknąć razem z jego stroną internetową.