Piraci – dojne krowy show-biznesu?

Fot. SXC
Ochrona praw autorskich została wprowadzona po to, aby zapewnić twórcom godziwy poziom życia. Niestety dziś przepisy te stały się narzędziem do wyłudzania pieniędzy od osób udostępniających pliki w sieci. Niektóre firmy zaczęły nawet „wynajmować” licencje na różne dzieła po to, aby zastawiać pułapki na piratów.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego wygrało dwa ważne pozwy sądowe. W pierwszym organizacji przyznano odszkodowanie w wysokości 1,92 miliona dolarów, w drugim – 675 tysięcy.
W tym samym czasie na celownik wzięto tysiące osób wymieniających się plikami. Wszystko za sprawą firmy Digiprotect, która specjalizuje się w tropieniu piratów i wyciąganiu od nich astronomicznych odszkodowań.
W przeciwieństwie do większości tego typu spółek Digiprotect w ogóle nie kryje się ze swoją działalnością. Bierze w leasing – czyli de facto wynajmuje – prawa autorskie do popularnych dzieł, a następnie na tej podstawie walczy o rekompensaty.
Thomas Hein, księgowy Digiprotectu, wyjaśnia, że jego spółka może w ten sposób pozywać ludzi w praktycznie każdym kraju na świecie. Wybiera oczywiście te państwa, gdzie przepisy antypirackie są najostrzejsze, a przyznawane odszkodowania najwyższe.
Firma posuwa się nawet do tego, że umieszcza specjalnie spreparowane pliki z filmami czy albumami muzycznymi w sieci. Zawierają one chronione prawem autorskim treści. Numery IP ludzi, którzy je pobierają są przekazywane do Digiprotectu, a następnie wykorzystywane jako dowody w procesach sądowych.
Digiprotect zarabia więc w bezczelny sposób na prawach autorskich. Celowo prowadzi do naruszeń po to, aby wyciągnąć od użytkowników pieniądze. W ten sposób zarabia, a część dochodów trafia do studiów filmowych czy wytwórni muzycznych.
-
coryza
-
Brak
-
niki
-
http://www.odszkodowaniadirect.pl prawnik









