Cybersquatting zmorą gwiazd i instytucji

70002_1215264407_916e_p
Kiedyś gwiazdy ekranu, sceny, czy sportu musiały martwić się tylko o to, aby się wypromować. To zawsze był duży problem, jednak teraz już niejedyny. Jak się okazuje, nagminnym stało się ostatnio zjawisko cybersquattingu, czyli wykorzystywanie nazwisk sław do tworzenia stron internetowych, które z daną gwiazdą nie mają nic wspólnego.

Ludzie bukują sobie domeny zawierające wypromowane nazwiska, czy marki, bo wiedzą, że wtedy bez trudu ktoś odwiedzi ich stronę. Kolejną pokusą jest chęć odsprzedaży domeny za większe pieniądze. Ofiarami tego procederu stała się nasza polska Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Uniwersytet Yale, klub piłkarski Arsenal, czy Scarlett Johanson. Podobne problemy przechodził nawet Google i eBay.

Ponoć Światowa Organizacja Własności Intelektualnej (WIPO) rozpatrzyła w 2008 roku ponad 2,3 tys. spraw mających znamiona cybersquattingu. A może być ich jeszcze więcej w przyszłości. Świadome problemu jest ICANN, które myśli o wprowadzeniu nowego rozszerzeń domen.

Regulamin komentowania

  • http://null null

    „musiały martwić się tylko o to wypromowanie się. To zawsze był duży problem,”

    fajnie to brzmi…

  • http://null Grzesiek

    Dziękuję. Starałem się:)

  • http://null NalesnikLD

    nullowi chyba chodzi o błąd gramatyczny : “musiały martwić się tylko o to wypromowanie się. To zawsze był duży problem,”

  • http://vbeta.pl/author/grzesiek Grzesiek

    OK, poprawione. Dzięki:)