Kryzys szansą dla Linuksa

Open Source jak każdy wie ma tę główną zaletę nad komercyjnym i zamkniętym oprogramowaniem, że jest dużo od nich tańszy, wręcz darmowe. Dlatego w czasie kryzysu może znacząco przyczynić się do ograniczenia kosztów na infrastrukturę IT, tworzenia oprogramowania czy hosting. Siedemdziesięciu dyrektorów firm zajmujących się na co dzień Open Source wysłało list do prezydenta USA – Obamy.

Wyraźnie zaznaczyli, iż liczą aby rząd uwzględnił w większym stopniu Otwarte Oprogramowanie. Oczywiście takich listów i apeli w przeszłości było dużo, jednak w tym roku w tej dziedzinie można liczyć na przełom właśnie dzięki kryzysowi. Biały Dom bardzo poważnie i przyjaźnie do tego podchodzi, wskazuje na to między innymi, że współzałożyciel Sun Scott McNealy został doradcą rządu w tej sprawie. Szkoda, że polski rząd wciąż uważa Open Source za gorszej jakości oprogramowanie, a może po prostu boją się przeszkolić urzędników?

Regulamin komentowania

  • NalesnikLD

    „Szkoda, że polski rząd wciąż uważa Open Source za gorszej jakości oprogramowanie, a może po prostu boją się przeszkolić urzędników?”

    jak u nas sytuacja wygląda tyak ze ZUS kupuje kilkaset tysiecy dyskietek, to raczej trudno o jakąś rewolucję informatyczną.

  • Jonny

    a mi się wydaje że tu chodzi o to że „panie Krysie” z biur są zupełnie pozbawione myślenia i żadne szkolenie im nie pomoże, jak pani Krysia się nauczyła że żeby zapisać plik to trzeba „kliknąć w pasek i potem kliknąć 3 razy strzałkę i enter” to jak tak nie będzie to musi być albo wirus, albo awaria albo popsuty program… a czy ten program kosztuje 10 000 czy 1 zł to panią Krysie obchodzi tyle co tego konia co wóz z sianem miał ciągnąć…

    wiec dopóki będzie się klikać inaczej niż wcześniej to będzie na pewno źle…

  • Gexem

    NalesnikLD, wątpię by urzędnicy opanowali system Open Source np. Gentoo.
    Windows jest najbardziej znany, niestety. Linux rox :)

  • Diakon_

    Tak panie Gexem ale gdyby urzędnicy pracowali u „prywatego” to albo sie doszkolą i nauczą sie albo mogą zmienic stanowisko na mniej wymagające…

  • Maciej

    @Diakon_
    Wtedy pracodawca będzie musiał zatrudnić panią Basię – potrafiącą poruszać się w systemie Linuksowym i znającą OO.org. Z tym że:
    1) Panią Basię trzeba będzie najpierw wdrożyć do pracy w firmie – nie zacznie ona od pierwszego dnia pracować z taką wydajnością, jak jej poprzedniczka. Natomiast jeśli się chce zatrzymać w firmie doświadczoną pracownicę, to należy jej opłacić szkolenie.
    2) Pani Basia, znająca Office na Windowsie i OO.org na Linuksie zażyczy sobie wyższej pensji niż pani Kasia, znająca jedynie Office
    3) Oprócz ww. pań pracujących na komputerach potrzeba jeszcze informatyka, który zadbałby o sprawność tych maszyn i rozwiązywał pojawiające się problemy. Oczywiście informatyk biegły w systemach Linuksowych również jest droższy.

    Tak w skrócie wygląda wasze darmowe oprogramowanie w firmach.

  • weenie

    Jak widać autor artykułu wykazał się totalną ignorancją pisząc ostatnie zdanie. Wdrożenie nowego systemu operacyjnego w jakiejkolwiek firmie/organizacji to nie to samo co zainstalowanie sobie tego systemu na blaszaku u siebie w domu. Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze kilka spraw:
    1. Migracja
    2. Wsparcie techniczne
    3. Szkolenie
    Po doliczeniu tego okaże się, że koszt licencji na sam system w przypadku Windowsa to zaledwie niewielki ułamek całości.
    Należałoby się zatem zastanowić po co wymieniać system na inny, który zapewne będzie działał tak samo albo nawet gorzej, a pieniążki na wdrożenie przecież z nieba nie spadną.

  • Rafallo

    Można by zamiast Offica zainstalować OpenOffica. Różnica w obsłudze żadna, a kilka stówek w kieszeni. Nie mówcie mi, że trzeba szkolić pracowników do korzystania z OpenOffica!

  • veetold

    A dlaczego Linux nie może wyglądać dokładnie tak samo jak Windows, czy to jest takie trudne, stworzyć np. Ubuntu „Idioten Edition” w którym wszystko będzie „tak samo” jak w Windozie, żeby pani Krysia nie zauważyła żadnej różnicy. Partycje CDE, na pulpicie duże ikony opisane jednym słowem: Internet, Komputer, Ofice, E-mail, a pod nimi aplikacje wyglądające tak samo jak te z Windy. Jeśli Linux ma zwyciężyć to musi pokonać wroga jego własną bronią.

  • Grzesiek

    Nawet najbardziej podstawowa wiedza ekonomiczna pozwala stwierdzić, że zmiana oprogramowania nie ma nic wspólnego z kryzysem. Takie rzeczy można robić w czasie, w którym koniunktura na to pozwala – wtedy można zainwestować w zmianę systemu licząc na przyszłe zyski.
    Co do instytucji państwowych: to, że państwo zatrzyma pieniądze, które wydałoby na oprogramowanie wcale nie pomoże gospodarce (chociaż i tak koszt softu jest kroplą w oceanie pieniędzy, jakie wydajemy na budżetówkę) :)
    A dlaczego ludzie od OpenSource wysłali list do Obamy? Bo liczą, że jakiś idiota z rządu zawrze z nimi umowę i dorobią się na tym niemałej kasy

  • Albert

    Koszt wprowadzenia darmowego oprogramowania moze byc kilkukrotnie wiekszy niz kolejnej wersji komercyjnej. Zatrudnienie dodatkowej kadry do obslugi „darmowego” oprogramowania, ew. przeszkolenie/wymiana – to z punktu widzenia sprawnej organizacji biznesowej ogromne obciazenia. Chwytliwe haslo – „to jest za darmo” nie jest to do konca prawdziwe. Widze tu wiecej emocji niz rozsadku i chlodnej kalkulacji.

  • wróbel

    A ja mam słówko do Pana Łukasza Jasińskiego, który okazał sie największym ignorantem z wszystkich wymienionych wyżej, bowiem tzw. open source i darmowość oprogramowania to dwie całkowicie różne kwestie..

  • Paralityk

    Wyglądać jak Windows nie może (patenty itp.)
    ale wszystko inne co napisałeś… promowane jest od dawna.
    Na przykład logiczne rozmieszczenie ułożenie Menu „Aplikacje, Miejsca, System” i jego wnętrza.

  • Paralityk

    …oczywiście mówie o środowisku Gnome – bo jak widzę KDE to nie wiem za co się zabrać ^^

  • Sławek

    Jest to tak samo prawdziwe stwierdzenie, jak: kupując Windowsa mam wsparcie techniczne. Kupując wersję BOX-ową, to masz. Kupując wersję OEM, to nie koniecznie. Tutaj jest tak samo. Wszystko zależy od tego, co i u kogo kupisz. Mylisz po prostu pojęcia! Wolne oprogramowanie, to nie oprogramowanie darmowe(Freeware). Jednak koszty szkoleń są fikcyjne, tak samo, jak fikcyjnym jest brak szkoleń z zakresu obsługi Windowsa. Wszystko sprowadza się do tego, jaki system uczą w szkole. Jeśli będzie to Windows, to firmy i tak płacą za szkolenie ludzi z zakresu obsługi Windows(tyle tylko, że nie świadomie). Jak to będzie Linux, to koszty szkoleń będą porównywalne/takie same, jak z zakresu obsługi Windows. Jest jeszcze jeden fortel. Niektórzy wydawcy/dostawcy oprogramowania FLOSS pozwalają na instalację ich na dowolnej liczbie stanowisk, a nawet dostarczenie takiego programu pracownikowi. Dzięki temu pracownik może bez problemu w domu przeszkolić się z zakresu jego obsługi. Zauważyłem, że w przypadku programów na Windows jest to bardzo częstą praktyką w firmach.

  • Sławek

    Tu chodzi raczej o koszt tworzenia/powstawania, a nie zakupu licencji. Open Source tworzone jest w ramach ludzkich potrzeb. Jeśli ktoś chce jakaś funkcje, to płaci za nią. Może też zaimplementować samemu. Rachunek dla firmy jest więc prosty, przejrzysty, a dodatkowo nie ma żadnych ukrytych kosztów. W przypadku oprogramowania tworzonego, jak Windows, pojawia się wiele niepewnych. Tu jakiś rząd chce od nas dostępu do źródeł lub informacji o backdoorach, tutaj musimy trzymać dystrybutorów treści w ryzach(np. twórców stron internetowych, wydawców filmów/muzyki), a tutaj musimy spełnić oczekiwania użytkowników(na samym końcu). Tak więc tworzenie takiego oprogramowanie, jak Windows, jest wielką niewiadomą. Teraz odbija się to właśnie na rynku IT, po zawirowaniach z Vistą(DRM).

  • Szantor

    1. Pani Kasia pracująca z MS Office nie wymaga oczywiście szkolenia i zostanie w firmie do emerytury bez inwestowania w nią i nigdy nie zażąda podwyżki!!! :-D
    2. Panie Basia i Kasia piszą firmowy list wykorzystując edytor tekstu. Ponieważ edytor tekstu pani Kasi nazywa się Word, a edytor tekstu pani Basi Writer, więc pani Basia zarabia więcej!!! :-D
    3. Informatyk obsługujący Windowsa będzie oczywiście pracował za darmo rozwiązując pojawiające się problemy. Oczywistym jest, że maszyny, na których pracuje Windows psują się rzadziej niż te, na których pracuje Linux…

    KOŃ BY SIĘ UŚMIAŁ

    :-D