Nie będzie to dla nikogo zaskoczeniem, że Microsoft przestrzega użytkowników swojej przeglądarki (Internet-Explorer 7) o zagrożeniu płynącym z korzystania z niej w określonych sytuacjach. Firma z Redmond tradycyjnie nie poleca przeglądania niepewnych stron www, czy otwierania maili od nieznanych nadawców z niewiadomymi załącznikami.
Wszystko za sprawą ostatnio wykrytego błędu w module URI (służy on do wywoływania uruchomienia określonych aplikacji przez przeglądarkę). Najbardziej narażone na tego typu zagrożenia są systemy Windows XP i Windows Server 2003, dobra wiadomość jest taka, że użytkownicy Visty nie powinni mieć zbyt wielu powodów do obaw, jednak zdrowy rozsądek nikomu nie zaszkodził. Secunia uznała ten błąd jako wysoko krytyczny, więc nie potrzebna jest zbyt wielka ingerencja użytkownika przy wykorzystywaniu luki.
Microsoft jest aktualnie w trakcie prac przygotowujących poprawkę, jednak całą sytuację komplikuje to, że URI nie jest częścią samej przeglądarki a systemu, więc sprawa staje się bardziej skomplikowana i poważna.
Oczywiście, że Google posiada już serwis społecznościowy – Orkut, jednak w europie jest raczej mało znany (a na pewno w Polsce). Na starym kontynencie, Google to przede wszystkim wyszukiwarka i konta pocztowe.
Serwis TechCrunch poinformował, że Google faktycznie potrzebuje serwisu społecznościowego, który połączy większość swoich usług w jednym miejscu. Na tę chwilę wiadomo niewiele, bo Google albo mówi bardzo dużo, albo wcale. Wiadomo na pewno to, że w tej fazie nowy twór Google nosi jakże rozkoszną nazwę „Maka Maka”. Cudowna – gratuluje inwencji twórczej i polotu osobom za to odpowiedzialnym. Ale odejdźmy od sprawy nazwy – która i tak z pewnością ulegnie zmianie.
Najfajniejszą częścią serwisu ma być otwartość – a co za tym idzie możliwość tworzenia aplikacji dla Maka Maka. Plusem tego nowego cuda na pewno będzie zgromadzenie tylu (niekiedy niezbędnych) aplikacji w jednym miejscu. Nie pozostaje Nam nic innego jak tylko czekać i obserwować rozwój sytuacji.
Kilka dni temu miała miejsce aktualizacja Page Rank, wzbudził on nowe dyskusje – głównie tych niezadowolonych z nowego Page Ranku. Wszystko za sprawą tego, że wiele stron straciło na tej aktualizacji (np. WashingtonPost.com czy Forbes.com z PR=7 na 5). Pojawiły się głosy jakoby utrata wysokości tego czynnika spowodowana jest „karą” za płatną wymianę linkami, które miały sprawić, że osoba wykupująca taki link również zyska „punkty” przy przyznawaniu nowej wysokości PR. Druga teza, mówi o tym, że taki spadek to wina walki Google ze spamem, jednak jest to walka trochę na „ślepo” - dlatego też pojawiły się ofiary.
Google jednak nie do końca samo wie jakie są tego przyczyny i nie jest w stanie przewidzieć takich sytuacji, dlatego też pojawiają się tłumaczenia, że zależy to od bardzo wielu czynników i innych – zupełnie niezależnych od nich rzeczy.
Jakie mogą być realne straty ze spadku PR? Oprócz utraty prestiżu i kolejnych pieniędzy wypłaconych firmom odpowiedzialnym za pozycjonowanie, innych strat raczej nie ma. Moim zdaniem, ludzie przywiązują zbyt wielką wagę do czegoś, co tak naprawdę w jakiś sposób może przynieść zyski Google, lub sprawić, że ta nazwa będzie nieustannie na ustach osób "z branży".